Powrót "Bawarskiego Ekspresu" - relacja z remontu

Powrócił.

Wzbogacony o takie rzeczy jak progi, usunięcie RDZA (Ruda Dziwka Zżera Auto) oraz wyregulowane drzwi, dzięki czemu mogę pojechać na myjnię bez ryzyka powtórzenia powodzi z 1997 we wnętrzu.

Szkoda tylko że mój portfel za chwilę stwierdzi że pora spierdalać do Portoryko.

Podsumowując cały remont - pierwszy raz oddałem swój samochód do kogoś w celu jakiejś naprawy. Zawsze za każdą rzecz brałem się sam, nieważne jak bardzo każdy mi to odradzał. Ten upór na swój sposób był sporym plusem, bo jak już udało mi się coś spieprzyć to przynajmniej wiedziałem jak to naprawić.

Bo na pewno nie zdarzyło mi się drugi raz zostawić zacisku hamulcowego na wahaczu. :v

Tamtego dnia krecik prawie puknął w taborecik.

Jednak jak chodzi o spasowanie jakichkolwiek elementów zewnętrznych z plastiku lub blachy jestem absolutnym anty-Midasem. Znaczy się że czego bym się w tej dziedzinie nie tknął zmienia się w gówno. Dlatego właśnie stwierdziłem że akurat blacharkę i lakierowanie pozostawię komuś kto posiada więcej niż 4 sprawne komórki mózgowe.

Pierwotny termin ustalony po oględzinach z blacharzem stanowił 2 tygodnie na naprawę rdzy i wżerów razem z lakierowaniem.

To było na początku stycznia.

A teraz spójrz na datę wrzucenia wpisu.

¯\_(ツ)_/¯

W balona mnie zrobili, skubańce

Zakres prac dość mocno się rozszerzył, bo po zdjęciu progów blacharz zastał mniej więcej takie widoki:




No nie jest kolorowo, jak to pewien raper śpiewał po paru lufach za dużo.

Wystarczającym podsumowaniem będzie to, że przez pierwsze 3 tygodnie po odstawieniu sześciu cylindrów co chwila do pracy przychodziło mi podejrzanie dużo paczek z podejrzanie dużymi rzeczami służącymi do przykręcenia lub wspawania na wierzchu samochodu. Zupełnie jakbym miał Civica "jajko" zamiast BMW (hue hue).

Po doprowadzeniu tych elementów które da się naprawić do względnego porządku i przygotowaniu nowych (błotnik się skrzywił w transporcie) samochód wyglądał mniej więcej tak:














Minęło nieco czasu, jednak gdy minął już ponad miesiąc od zostawienia samochodu w warsztacie zacząłem pytać "jak długo jeszcze?". Okazało się że prace nadal się przeciągają, jednak wszystko powoli idzie w dobrą stronę.










To jest stan na 13 lutego - dzień kiedy przygotowuję wstępną wersję tego wpisu:




Położony na nowo podkład, baza oraz klar, na każdym elemencie poza prawymi drzwiami oraz dachem. To w dość sporym stopniu wyjaśnia ilość czasu poświęconego na dotychczasowe prace. Do tej pory zostały naprawione progi (naprawione nie znaczy zapaćkane szpachlą, takich numerów nie robi się na strukturalnych elementach nadwozia), wyciągnięte wgniotki na lewym słupku A i drzwiach, które powstały gdy na samochód poprzedniemu właścicielowi przewróciła się rura, która jednocześnie urwała lusterko. Wspomniane lusterko jakiś czas temu zostało wymienione na angielskie, a teraz zostało przerobione na europejską wersję. Klapa została także oczyszczona ze rdzy i naprawiona w miejscach wżerów. Poza tym wymieniony został lewy błotnik, ze względu na nieudolną poprzednią naprawę rdzy na rancie, który z tego co zauważyłem jest ulubionym siedliskiem rudej w E46. W trakcie napraw okazało się też, że maska jest wygięta, ale przyczyny nie udało się ustalić.

W międzyczasie udało mi się nabyć nowe używane alufelgi 16 cali, które mają posłużyć zamiast tych stalówek które są aktualnie założone z kołpakami. Swoją drogą im dłużej patrzę na te kołpaki tym bardziej stwierdzam, że z daleka nie ma szans odróżnić ich od prostych alufelg. Wracając, jeśli nie przypadną mi do gustu nowe felgi zostaną kołami zimowymi, a ja kupię jakieś bardziej pasujący wzór.


Felgi dostały nowe kapselki środkowe z logiem BMW, a kupiłem je w komplecie z oponami 225/50 na tył i 205/55 na przód. Czas pokaże na ile przydadzą się te opony, bo tak czy inaczej przewiduję zakup jakichś nowych opon zarówno na zimę jak i lato.

Powiedziałbym wam jakie to stylingi, ale moja skleroza spowodowała że zapomniałem kompletnie co właściwie kupiłem :v

Wiem na pewno że są one lakierowane przez gościa od którego je kupiłem, co trochę mnie martwi, bo nie mam pojęcia w jaki sposób było to zrobione. Jeśli po 1-2 sezonach lakier nie zacznie odpadać to może w końcu im zaufam.





Aktualnie siedzę jak na szpilkach i czekam na odbiór. W pierwszej kolejności samochód domaga się zajechania na podnośnik i wymiany łączników stabilizatora z przodu oraz czujnika ciśnienia czynnika klimatyzacji, tak abym latem się w środku nie rozpłynął. Czeka mnie też zamówienie czujników parkowania, bo przydałoby się świeżo po remoncie blacharki nie wbić się w coś z tyłu, bo widoczność do tyłu w tym samochodzie jest porównywalna z podglądanie koleżanek w szkole przez dziurkę od klucza do szatni.

No niby coś tam widać.

Ale nie do końca.

Ten wpis pojawi się w dniu kiedy odbiorę Ekspres, następnie czeka mnie trochę więcej obowiązków niż zazwyczaj, więc mam dla Was przygotowane kilka wpisów w zapasie. W międzyczasie postaram się nieco ogarnąć z własnymi sprawami, a jak się uda może pojawi się kolejna część "Murzyńskich Porad", teraz już na aktualnych pomysłach, a nie sprzed dwóch lat :v

A tymczasem możecie popodziwiać Bawarski Ekspres już w nowych butach:




Popularne posty z tego bloga

Gazotan biedanu

Zemsta za 1938 i instalacja klimatyzacji w Skodzie Felicii

Obudowa termiczna dolotu w BMW E46