Siedmiocylindrowa ładowarka samochodowa do telefonu - Murzyńskie Porady

Ostatnio dotarło do mnie, że podałem w opisie tego bloga "elektronikę". Zacząłem się zastanawiać nad tym, kogo może zainteresować ten temat. No bo nie oszukujmy się - elektronik w większości przypadków kojarzy się nam z tym śmiesznym gościem we flanelowej koszuli, w okularach zrobionych z denek słoików i z zaawansowaną fobią społeczną.

No dobra, ten opis tylko przypadkiem opisuje mnie.

Więc w moim mało rozsądnym umyśle pojawił się pomysł by opisać coś, co przyda się każdemu, a będzie wykonane dużo solidniej niż to co znajdziecie na pobliskim Lotosie czy Shellu.

Pokażę wam jak zmontować prowizoryczną ładowarkę samochodową do telefonu.

Od razu chciałbym zaznaczyć parę rzeczy. Jak w każdym tego typu poradniku informuję że nie biorę odpowiedzialności jeśli dźgniecie się lutownicą w oko, podpalicie kota albo doprowadzicie do katastrofy naturalnej. Jakiejkolwiek. W sumie to nie biorę odpowiedzialności za nic co zrobicie, bo w sumie was do tego nie zmuszałem :v W każdym razie postarajcie się zapamiętać kilka rzeczy.

Po pierwsze - lutownica która będzie wam potrzebna jest w stanie topić cynę, co wymaga dość wysokiej temperatury, więc postarajcie się nie poparzyć.

Po drugie - ciągnięcie za przylutowany w niewłaściwym miejscu przewód w swoją stronę kiedy próbujecie go odlutować nigdy nie jest dobrym pomysłem jak nie macie założonych okularów ochronnych. Nie pytajcie się jak się o tym dowiedziałem (a zrobiłem to kilka razy). Nie żebym był jakimś wielkim bojownikiem w sprawie stosowania się do zasad BHP, ale wolałbym żebyście zachowali chociaż resztki zdrowego rozsądku.

W końcu bez oczu ciężko będzie wam czytać kolejne wpisy :v

Po drugie - sprawdźcie czy gniazdo zapalniczki (do którego będziemy się podpinać) zasilane jest po przekręceniu kluczyka na ACC, lub czy wyłącza się po czasie. Zaufajcie mi, nie chcecie zamontować ładowarki na stałe, aby następnego dnia zastać padnięty akumulator.

Po trzecie - jak już lutujecie w samochodzie to wyjmijcie chociaż bezpiecznik od zapalniczki, żeby raz za razem nie powodować zwarcia. Ja osobiście się tym niespecjalnie przejmuję, bo i tak wożę zapasowe, ale nie wiem czy każdy z was ma ze sobą bezpieczniki.Tak poza tym postarajcie się kapnąć nigdzie cyną, bo śladów będzie wam się ciężko pozbyć.

Po czwarte - ilu z was zauważyło że dwa razy było "po drugie"? :v

Skoro wstęp mamy za sobą, to możemy zaczynać. Nie będę poruszać tutaj tematu jak lutować, bo zakładam że to wiecie, a poza tym mam w planach oddzielny wpis całkowicie poświęcony lutowaniu, gdzie rozwinę ten temat. Tym którzy jeszcze nie lutowali musi wystarczyć informacja że lutownicą podgrzewamy przewód, a następnie do przewodu przykładamy cynę (nie do lutownicy, bo przez łeb zdzielę kablem).

Teraz zbierzmy potrzebne rzeczy. W bardzo prostym wariancie potrzebne są nam tak naprawdę tylko 4 rzeczy poza cyną i lutownicą:

- Regulator napięcia LM7805 

















- Płytka uniwersalna (przykładowo taka). Głównie po to, żeby jednym nieprzemyślanym ruchem nie urwać jakiegoś kabla przylutowanego "na pająka"


















- kawałek przewodu dwużyłowego (do podłączenia do instalacji samochodu)
- kabel USB do podłączenia telefonu lub gniazdo USB do podłączenia dowolnego przewodu

Przy użyciu powyższego zestawu ładowarka będzie w stanie wypluć z siebie maksymalnie 1 amper prądu, przy czym podłączony telefon pochłonie co najwyżej 0.5 ampera. Amper to takie stworzonko, które dodaje cyferki na wskazaniu poziomu baterii, więc im więcej tym lepiej (do pewnej granicy). Dzieje się tak, ponieważ telefon nie ma wbudowanego modułu jasnowidzenia, więc myśli sobie że jest podłączony do komputera, który więcej prądu nie jest w stanie podać. Możemy go oszukać poprzez dość prosty trik, który rozwinę później.

W pierwszej kolejności przylutowujemy stabilizator 7805 do płytki. Możemy wybrać dowolne miejsce, bo i tak będziemy ją później przycinać, żeby gotowa ładowarka nie była zbyt duża.


Następnie korzystając z tej rozpiski powyżej przylutowujemy przewody które podłączymy do instalacji samochodu. Jeśli mamy przewody dwukolorowe będzie nam łatwiej, w przeciwnym razie radzę jakoś je oznaczyć, żeby nie skończyło się wzywaniem straży do płonącego wraku samochodu. Wlutowujemy czerwony przewód w pobliżu nóżki 1 a następnie łączymy je cyną. To samo robimy z czarnym i nóżką 2. W tym momencie pozostaje tylko wziąć przewód USB z końcówką pasującą do telefonu, i przylutować jego czerwony przewód do nóżki 3, a czarny do nóżki 2.

W tym momencie po podłączeniu przewodów zasilających do samochodu, na przykład do przewodów prowadzących do gniazda zapalniczki i podłączeniu telefonu do USB powinien on zacząć się ładować, jednak z maksymalną prędkością 0.5 ampera. Teraz właśnie pora na trik pozwalający na wyciśnięcie więcej z naszej ładowarki. Żeby oszukać większość telefonów aby myślały że są podłączone do szybkiej ładowarki należy złączyć ze sobą biały i zielony przewód w kablu USB, lub w niektórych przypadkach przylutować je do czarnego (minusa). Polecam jednak sprawdzić czy w waszym telefonie też działa ten sposób, bo na przykład telefony z nadgryzionym jabłkiem mają inne sposoby sprawdzania ładowarki. W każdym razie na HTC działało.

W takiej wersji ładowarka daje około jednego ampera, przy czym okrutnie się nagrzewa. Jest to spowodowane tym, że przy zmianie napięcia z około 13.8V w samochodzie na 5V w USB cała różnica mocy zostaje w stabilizatorze "odparowana" w ciepło. Można w sumie się spodziewać, że ta różnica gdzieś musiała się podziać. Mógłbym opisać sposób na lepszą ładowarkę, jednak zostawię to na oddzielny artykuł, ponieważ jest ona nieco bardziej skomplikowana. Natomiast z wydzielanym ciepłem można poradzić sobie w dość prosty sposób.

Polecam nabyć takie oto mini-radiatory, które dość mocno zwiększą wydajność waszej ładowarki. W zestawie zazwyczaj jest śrubka i nakrętka, którymi należy przymocować 7805 do radiatora. Ponadto polecam pomiędzy nie dać odrobinę pasty termoprzewodzącej (do dostania w każdym sklepie komputerowym lub u tego dziwnego znajomego którego bawią żarty o językach programowania).

Podsumowując tą konstrukcję - jest banalnie prosta, toporna, i nie do zarżnięcia. Dodatkowo cały koszt zamyka się w cenie paczki fajek, więc pozostawia w tyle wszystkie marketowe ładowarki do telefonów. Skąd wziął się pomysł na ten patent? Pierwszego dnia pracy jako kurier zdałem sobie sprawę, że praktycznie wszystkie ładowarki samochodowe do 50zł są po prostu słabe. Musiałem na szybko ogarnąć coś, co pozwoli mi w ogóle na pracę. Moja wersja polutowana przenośną lutownicą na 20-minutowym postoju wyglądała mniej więcej tak: (wybaczcie słabe zdjęcie, robione było podczas jazdy :v). Stabilizator z radiatorem był schowany pod osłoną lewarka, wyprowadziłem od niego tylko 2 przewody do gniazda USB, które widać na płytce.
Dla osób które trochę bardziej niż ja przejmują się estetyką - polecam znaleźć jakieś małe pudełeczko w które da się wepchnąć płytkę i wyprowadzić same przewody. Mi akurat niespecjalnie przeszkadzało takie rozwiązanie, bo miało być tylko na jeden dzień, póki nie wrócę do domu, i nie przeprojektuję tego na nowo. Ostatecznie po niewielkich poprawkach jeździło toto ze mną około półtorej roku. W sumie to nie tak źle jak na sprzęt za 10zł :v

 Polecam zmontować sobie taki układ, bo jest on świetną okazją do spróbowania zrobienia czegoś samemu, przy czym ciężko żeby działało to źle. Z własnego doświadczenia wiem, że najlepiej zaczynać z elektroniką robiąc urządzenia, które od razu działają, bo motywują do dalszych prób.
A nawet jak uda wam się jakoś to spieprzyć to dużo na elementy nie wydacie :v

W razie dodatkowych pytań o szczegóły piszcie śmiało - doradzę w razie wątpliwości.

Popularne posty z tego bloga

Gazotan biedanu

Zemsta za 1938 i instalacja klimatyzacji w Skodzie Felicii

Obudowa termiczna dolotu w BMW E46