Jasność, widzę jasność

(wiem,wiem, mam przepaloną żarówkę :v)

Uwielbiam jazdę w nocy.

Mój wzrok z tego co zauważyłem jest dostosowany do warunków słabego oświetlenia co z kolei powoduje że w dzień muszę jeździć w okularach przeciwsłonecznych - nie wyglądam jak buc z BMW bez powodu :v.

Ponadto noc daje mi to, że mogę sobie bezpiecznie pozwolić na nieco dynamiczniejszą jazdę z kilku innych powodów. Brak innych uczestników ruchu powoduje zarówno to że nikomu nie zagrażam, oraz mogę jechać z włączonym kompletem oświetlenia, który normalnie oślepiałby innych. Ponadto z daleka widać światła długie innych samochodów, przez co wiem kiedy zwolnić i wyłączyć długie. 

Nie jest mi jednak dane wykorzystać tych warunków, bo codziennie spotykam się z pewnym dziwnym zjawiskiem optycznym.

Pomimo podbitego przeglądu wszyscy świecą mi prosto w oczy.

No dobra, nie wszyscy, ale tak faktycznie 1/5 do 1/4 samochodów. 

Dla mnie jest to dość spory problem, bo po takim zaświeceniu nie widzę prawie nic przez następne kilka sekund. Nie jest to "kurza ślepota" bo normalnie ustawione światła ani trochę mi nie przeszkadzają. Problem pojawia się gdy reflektor wręcz usiłuje wypalić mi oczy.

Na początku myślałem że chyba ludzie na potęgę zakładają sobie angielskie lampy, żeby nie mieć matowych reflektorów. Po dowiedzeniu się że nie są w Polsce legalne (miałem 18 lat i prawko dwa tygodnie - nie czepiajcie się że nie wiedziałem) zacząłem się zastanawiać nad tym, czy to w ogóle możliwe żeby na taką skalę ludzie nie potrafili ustawić własnych świateł przynajmniej do takiego stopnia, żeby ich lampy nie oświetlały połowy Jowisza.

Zauważcie że wtedy poruszałem się Krzaczkiem, więc niespecjalnie niskim wozidłem.

Natomiast kiedy przesiadłem się do Ekspresu to zjawisko zaczęło mnie irytować jeszcze bardziej, bo teraz to już chyba co drugi samochód oświetla mi podsufitkę.

Miałem niedawno okazję jechać Dacią Duster. Wyobrażacie sobie, że pomimo tego że siedziałem w niej sporo wyżej niż wysokość lamp, to i tak niektórzy dalej świecili mi prosto w oczy?

Jakkolwiek nie lubię SUVów, tak ich lampy na wysokości oczu większości uczestników ruchu dają dziwną satysfakcję po włączeniu długich takiemu delikwentowi :v

Czy ludzie naprawdę nie potrafią i nie chcą mieć poprawnie ustawionych świateł? Na najbliższej stacji diagnostycznej za ustawienie świateł biorą 14 złotych, co jest ceną paczki fajek. Nie jest to więc jakaś zaporowa cena, tym bardziej że mówimy o bezpieczeństwie swoim i innych uczestników ruchu. Ci co bardziej zaradni i oszczędni mogą ustawić światła samemu, przecież wystarczy postawić się ok. 20 metrów za innym samochodem, i ustawić wiązkę światła tak, żeby świeciła na równo z dolną linią tablicy rejestracyjnej, tak aby nie oślepiała poprzez świecenie w lusterka boczne. Tylko tyle, i najwyraźniej aż tyle. Gdy w Krzaczku wymieniłem żarówki i rozregulowałem lampy po wyjechaniu na drogę z odrobinę za wysoko ustawioną wiązką światła od razu kilka osób zaczęło mi mrugać po oczach, myśląc że mam włączone długie.

Nie chciałbym namawiać do powodowania zagrożenia, ale moim zdaniem każdy kierowca kiedy zobaczy kogoś z źle ustawionymi światłami powinien dość dobitnie dać mu o tym znać poprzez przytrzymanie włącznika świateł drogowych w pozycji włączonej. Tak przez 150 metrów.

Może niektórzy by w końcu się nieco ogarnęli, bo już kilka razy zahaczałem o pobocze, którego przez takiego ciućmoka któremu ciężko światła ustawić po prostu nie widziałem.

P.S. : To pokrętełko przy kierownicy z ikonką świateł mijania też do czegoś służy. Jak ładujesz w samochód całą rodzinę i połowę majątku w bagażnik, to świecisz znacznie wyżej. Użyj pokrętełka, to nie boli.

Popularne posty z tego bloga

Gazotan biedanu

Zemsta za 1938 i instalacja klimatyzacji w Skodzie Felicii

Obudowa termiczna dolotu w BMW E46