Lubię tego gruza





Zacznijmy może od tego, że kupując Ekspres nie byłem specjalnie do niego przekonany. Wiecie - kumpel wysłał ogłoszenie, stwierdził że silnik
spoko, że wygląda ok, i nie jest od handlarza. Tak więc zaplanowałem sobie że w sobotę pojadę go obejrzeć, a potem z dziewczyną pojedziemy jej Dusterem do Gdańska, żeby sprawdzić jeszcze kilka innych samochodów.

Ogólnie to podczas poszukiwań miałem nawet tabelkę w Gugiel Docs :v


Poszukiwania trwały już miesiąc, więc przyznam, że popełniłem błąd, zakładając, że tego dnia wrócę do domu własnymi 4 kołami po miesięcznej przerwie. Przez to troszkę nie do końca rozsądnie podszedłem do kupna.

Nie żebym narzekał na efekt końcowy :v

Właściwie to mało brakowało, żebym kupił inny samochód niż Ekspres, bo gość który wystawił ogłoszenie przez 45 minut mojego napieprzania na jego telefon uparcie nie odbierał. Dopiero jak zaczęliśmy się zbierać do drogi do Gdańska oddzwonił. Pojechałem więc na oględziny.

Nie zamierzam przytaczać całej historii, więc powiem tylko że mechanicznie wydawał się sprawny, jedynie było kilka problemów z blacharką.

Jeżdżąc po Gdańsku i oglądając między innymi Kia Retona i Mitsubishi Eclipse 2G doszedłem do wniosku, że chcę Ekspres. Wróciłem, wziąłem kasę i pojechałem do domu swoim pierwszym RWD.

Najsłodszy Jeżu - jak to wspaniale jechało.

Niskie zawieszenie powodowało brak przechyłów w zakrętach, hamował jakby właśnie zobaczył drogówkę z suszarką i przyspieszał jak bolid Formuły 1.

💗

Kilka miesięcy jeżdżenia później coś się w tym samochodzie bardzo, ale to bardzo popsuło. Okazało się że skrzynia biegów pracuje opornie, coś stuka w tylnym lewym nadkolu, a opony w ogóle nie chcą się kleić do asfaltu.

No i sprzęgło zaczyna niedomagać.

Doszedłem do wniosku, że kupując go byłem na totalnym endorfinowym haju, który przyćmił wszystkie ewidentne problemy. Zacząłem spisywać listę rzeczy, które domagają się uwagi od nowego właściciela, a w międzyczasie Ekspres został wysłany do blacharskiego sanatorium. Delikatnie to ujmując lista zrobiła się dość długa :v

- sprzęgło się ślizga
- do ustawienia jest geometria po wymianie tulei ustalającej z tyłu
- końcówki drążków kierowniczych do wymiany
- cieknie skrzynia biegów z simmeringu wybieraka
- dyferencjał puka
- Vanos jest do zregenerowania
- przewód hamulcowy idący do tylnego lewego koła obija się o nadwozie i trzeba go wymienić
- lewa lampa ma urwane mocowanie żarówki długich
- prawe drzwi na szybie przeciekają na myjni
- tylne prawe okno też :v
- odpada osłona lewego lusterka przy trzaśnięciu drzwiami
- czasem centralny zamek nie otwiera się do końca w lewych drzwiach
- poci się zbiorniczek wspomagania
- łącznik elastyczny na wale zaczyna się rozpadać
- we wnętrzu unosi się zapach, którego za cholerę nie jestem w stanie zidentyfikować
- kierownica jest tak wytarta, że aż wstyd :v
- zestaw narzędzi na klapie jest zdekompletowany
- trzeba wymienić lampy przeciwmgielne z przodu, bo nie nadają się do regeneracji
- hamulce z tyłu biją
- ręczny nie działa
- przód siedzi niżej niż tył, ale ma dużo miększe amortyzatory, przez co każdy próg zwalniający zahaczam dziobem :v

I jeszcze kilka innych smaczków :v

Dlaczego wymieniam te problemy? Bo zobaczcie - gdybym był rozsądnym dojrzałym człowiekiem, sprzedałbym tego gruza jakiemuś gościowi w śmiesznej czapce który nadużywa słowa "zapierdalać" i za odzyskaną kasę kupił sobie Skodę Fabię z 1.9 TDI.

Bo to rozsądne.

Problem jest w tym, że ja nie kierowałem się rozsądkiem przy kupnie tego samochodu. Zobaczcie - jadąc 90-konnym sadzomiotem udało mi się wkomponować go w barierkę energochłonną, a mimo tego kupiłem prawie 2 razy mocniejszy samochód w sportowym nadwoziu, z tylnym napędem.
I do tego w benzynie, bo łutututu.
Ten niewdzięczny czarny sukinsyn sprawia mi tyle radości za kierownicą jakbym zdecydowanie przedawkował marsjanki, i to pomimo układu kierowniczego zrobionego z przeżutej gumy Hubba-Bubba. Żeby się nim dobrze bawić nawet nie musisz jechać z prędkością Hołowczyca w zabudowanym albo każdego ronda okrążać 20 razy bokiem.

Wsiadam do środka, na nisko umieszczony fotel. Zamykam ciężkie drzwi o wymiarach połowy Grenlandii, a samochód potwierdza że są na pewno zamknięte wymownym uniesieniem szyby bez ramki. Przekręcam kluczyk, a pod maską do życia budzi się 6 cylindrów. Daję mu chwilę na zejście z obrotów, podczas którego kilka razy dostaje czkawki. Wrzucam wsteczny z wyraźnym kliknięciem skróconego lewarka zmiany biegów, pamiętając o tym, żeby go dobrze docisnąć, bo w przeciwnym razie może wyskoczyć ze swojego mocowania. Wyjeżdżam z parkingu, a samochód płynie po kostce brukowej, ponieważ gładko pracujący silnik połączony z kołem dwumasowym nie przenosi wibracji na nadwozie. Wyjeżdżając na "Starogardzką Drogę 66" czyli DK22 zakładam ciemne okulary i raczę uszy dźwiękiem pracy 20-letniej rzędowej szóstki, próbując opanować jego rzucanie się po pasie z lewej na prawą.

Wiem doskonale, że wymaga odrobiny czułości okazanej młotkiem i przecinakiem, ale za jakiś czas te wszystkie drobne rzeczy, które utrudniają jazdę nim przejdą do historii, a ja będę mógł usiąść w ogródku z zimnym piwem w ręce, spojrzeć na Ekspres i poczuć tą cholerną satysfakcję z tego, że własnymi rękami doprowadziłem ten samochód do stanu z dnia, kiedy bogaty Helmut w Bawarii odjechał nim z salonu będąc żegnanym przez dealera w taniej marynarce.

Czasem po prostu trzeba przestać patrzeć na wady swojego samochodu i docenić, to co w nim jest fajnego.

Popularne posty z tego bloga

Gazotan biedanu

Zemsta za 1938 i instalacja klimatyzacji w Skodzie Felicii

Obudowa termiczna dolotu w BMW E46