Majówkowe leżenie pod samochodem


Od długiego czasu zbierałem się w sobie, żeby porobić kilka rzeczy przy samochodzie. Wiecie, drobnostki, które wypadałoby zrobić, ale do jednego klipsu brakuje motywacji, więc czekacie, aż pojawi się tych rzeczy nieco więcej, kupi się części, i wtedy w końcu można zaklepać sobie jakiś dzień na to, żeby wejść pod samochód, i wykorzystać to jako wymówkę do naparzania młotkiem w różne rzeczy w towarzystwie playlisty z lat 90.

Czasami nawet we własną twarz :v

Chyba że to tylko ja tak mam

W każdym razie - wskutek ostatnich problemów które się pojawiły mój budżet był dość mocno ograniczony, więc nie udało mi się zabrać za wymienienie wszystkich uszczelnień którymi wyciekają oleje i inne rzeczy, które wymagają odrobiny uwagi. Postanowiłem w majówkę zająć się względnie przyjemną drobnicą typu czujnik ciśnienia czynnika klimatyzacji czy brakujące gdzieniegdzie klipsy, jak na przykład ten od przewodu hamulcowego.



Zacząłem od wymiany spinek tapicerki drzwi oraz próby naprawienia szyberdachu. Przy tym drugim pojawił się pewien problem.



Otóż od kiedy mam Ekspres przed swoim blokiem, nigdy nie działała w nim poprawnie roleta szyberdachu. Przy jego maksymalnym wysunięciu chowa się nad podsufitką i trzeba ja wydłubywać kombinerkami. Winnym całości jest ten oto element:



Ten metalowy popychacz powinien przesuwać w obie strony roletę, znajdując się w miejscu dokładnie takim jak na zdjęciu. Okazuje się, że po latach element ten się wyrobił, i ślizg rolety po prostu pod nim przejeżdża, powodując że popychacz zostaje gdzieś głęboko w suficie, nie spełniając własnego zadania. Problem polega na tym, że ten element jest nie do kupienia samodzielnie.

Musicie kupić nowe szyny szyberdachu.

¯\_(ツ)_/¯

Na całe szczęście samochody marki Bi-Em-Dablju rozbijają się w tym kraju prawie tak często jak kolumny BORu, więc tego typu wymiany nie powodują znacznych zawirowań w rodzinnym budżecie :v

W każdym razie, następną rzeczą za jaką się zabrałem było ostateczne ogarnięcie niedziałającej klimy.

Jeśli czytacie siedmiocylindrową ryjoksiążkę to już pewnie wiecie, że wyszło jak zawsze :v

Kilka miesięcy temu kupiłem czujnik ciśnienia czynnika w klimatyzacji, z racji że INPA pokazywała odczyty zaprzeczające prawom fizyki. Czujnik kosztujący 10zł niespecjalnie pomógł, więc teraz zakupiłem sprawdzony czujnik za nieco więcej.

Po czym okazało się że to nie czujnik.

Kupiłem zatem nowy używany panel klimatyzacji, myśląc że to właśnie on jest winowajcą tego całego zamieszania.

To całe zamieszanie pokazało że to całe myślenie średnio mi idzie, bo całkiem możliwe jest to, że INPA pokaże niskie ciśnienie, gdy w układzie nie ma ani grama czynnika :v

Idąc dalej - podregulowałem hamulec ręczny na samoregulatorach bębnów, co dało jedynie tyle, że prawe koło zaczęło hamować nieco mocniej. Jak uda mi się znaleźć trochę luźnych funduszy przydałoby się zainwestować w nowe tarczobębny, szczęki i klocki, z całym pomocniczym osprzętem.

Poszukiwałem też przyczyny wycieku spod pokrywy zaworów, żeby nabrać trochę motywacji zanim zamówię nowe uszczelki i zestaw do naprawy gwintów. Mam aluminiową głowicę, a samochód jest mi potrzebny prawie ciągle, więc wolę być przygotowany na każdą ewentualność. Po zdemontowaniu plastikowych osłon udało się znaleźć którędy uciekał sobie olej. Zaznaczam że "uciekał" w czasie przeszłym, z racji że ostatnio nie zauważyłem żadnych poważnych ubytków.







  W każdym razie - winnymi okazały się uszczelki przy cewkach pod pokrywą zaworów, co w sumie jest dokładnie tym, co od początku podejrzewałem.

A teraz idę korzystać z resztek dobrej pogody przy grillu :v

Popularne posty z tego bloga

Gazotan biedanu

Zemsta za 1938 i instalacja klimatyzacji w Skodzie Felicii

Obudowa termiczna dolotu w BMW E46