Mam problemy decyzyjne


Tak jak już to kiedyś zaznaczyłem - parę lat temu nie byłem zwolennikiem jeżdżenia na motocyklu. Wiecie, powszechna opinia o "dawcach organów", strefa zgniotu na którą składa się wasz nos oraz licznik, no i brak jakiejkolwiek ochrony przed deszczem, wiatrem, burzą i gradem.

Taka droga przez mękę na dwóch kołach.

Od kiedy jednak kupiłem Junaka to podejście odrobinę się zmieniło. Przede wszystkim zrozumiałem, że tu wcale nie musi chodzić o zwyczajne zapierdalanie 300/h w mieście, tylko można na spokojnie wsiąść na moto, i niespiesznie pokręcić się po okolicy, żeby pooglądać widoki, bo akurat spodobało się wam to jezioro, koło którego przejeżdżacie, więc zawrócicie 10 razy, żeby ostatecznie zatrzymać się przy nim, i zrobić około bombilion zdjęć.

Poza tym podszedłem rozsądnie do tego, że dojeżdżanie motocyklem o tej pojemności do pracy jest tańsze niż samochodem, więc gdy jest ładna pogoda można zaoszczędzić trochę kasy na dojazdach.

No dobra, kogo ja próbuję oszukać. Ja i rozsądek to nie są 2 sformułowania których używa się w jednym zdaniu :v

Co nie zmienia faktu że i tak to robię, bo zostaje mi więcej kasy na defraudacje finansowe w intercarsie.

Do czego jednak zmierzam, bo zaczynam zbaczać z tematu - nawet wtedy kiedy nie interesowałem się jeszcze motocyklami bardzo podobały mi się choppery i cruisery. Wielkie maszyny, z wielkim V2, przemierzające krajówki z gulgotem słyszalnym z kilometra.

Nawet jak ktoś mówi na choppery "harleye" to i tak przyzna, że wyglądają po prostu zajebiście.

Ewentualnie podobały mi się też motocykle turystyczne typu Hondy Goldwing. Ogromne, wygodne krążowniki szos, z którym jeśli zapomnisz na wycieczkę w góry szczoteczki do zębów to z uśmiechem na ustach wrócisz te 600 kilometrów zamiast kupić nową.

Problem pojawił się kiedy sam zacząłem jeździć. Na mój pierwszy zlot motocyklowy mieliśmy zebrać ekipę u ojca Frędzla, i stamtąd ruszyć. Poszedłem więc rano do garażu, który znajduje się na drugim końcu miasta, odpaliłem Junaka, i chciałem wyjechać na DK22.

Okazało się, że Junak nie chce :v

Spędziłem dobre 40 minut próbując dojść do przyczyny tego, że w trakcie jazdy zaczął przerywać i się dławić, a po dojechaniu do świateł po prostu zgasł i w żaden sposób nie dało się go już odpalić. Mało brakowało, a dostałbym flashbacków z wycieczki UAZem. Skończyło się tak, że do garażu do którego zaprowadziłem pieszo Junaka przyjechała moja dziewczyna, i chcąc nie chcąc musiałem pojechać jako plecak.

Moja męska duma jednak nie pozwoliła mi wjechać jako plecak na zlot, więc zamieniliśmy się miejscami. Do czego zmierzam - jakby nie patrzeć tak faktycznie uczyłem się jeździć na Junaku 121, który mimo wszystko chopperem ani cruiserem nie jest.

Szczerze to bliżej mu do nakeda niż do cruisera.

Co się z tym wiąże - inna pozycja kierowcy, inaczej pracująca kierownica i parę innych detali które powodują, że Junakiem 131 mojej dziewczyny jechało mi się po prostu dziwnie. Wiem, że to czyta, dlatego zaznaczam, że dziwnie a nie źle :v

Chodzi o to, że podczas jazdy moim Junakiem jest on dużo bardziej responsywny i powiedziałbym, że wręcz narwany w prowadzeniu. Dobrym porównaniem byłoby postawienie naprzeciwko siebie mojego leniwego sierściucha oraz wiewiórki która przedawkowała tabletki na potencję. 131 prowadzi się skrajnie spokojnie, wręcz leniwie, przyspiesza delikatnie, i nawet jak na jednocylindrowy silnik całkiem przyjemnie mruczy. Z kolei ten czarny narwaniec na amfetaminie przy każdym dodaniu gazu usiłuje przesadzić cię na tylne siedzisko, przy hamowaniu widelec chowa się całkowicie, a jeśli spróbujecie w trakcie jazdy skręcić leciutko kierownicę, to zanim się zorientujecie będziecie wyciągać sobie szyszki z tyłka.

Frędzel jakiś czas temu potrzebował jakiegoś środka transportu kiedy wymieniał (znowu) uszczelkę dwururki w swojej Felicii, więc pożyczył na chwilę Junaka.

Wtedy zrozumiał dlaczego podczas mojej pierwszej jazdy zaliczyłem stójkę :v

I teraz zrozumcie dramat który się tutaj rozgrywa - mimo że uwielbiam ciężkie i chromowane motocykle jazda nimi jest dla mnie nienaturalna. Przechylają się z wyraźnym oporem, pozycja za kierownicą jest dla mnie niewygodna i wręcz nie przystoi w nich moje hamowanie ze zbijaniem biegów. Nie jestem w stanie ich wyczuć, i zmusić do jechania tak, jak ja sobie życzę. W związku z tym, żeby mieć z jazdy jakąkolwiek przyjemność z jazdy musiałbym jako następny motocykl kupić nakeda, które to nigdy nie powodowały jakiejś wielkiej reakcji Porucznika Kiełbaski. W przeciwnym razie kilka miesięcy zejdzie mi na samym przyzwyczajaniu się do sposobu prowadzenia, a szczerze, to jazda nakedem coraz bardziej mi się podoba :v

Jakbym kupił sobie Virago 125 to nie miałbym tego problemu :v

PS: Ten problem z moim Junakiem przez który wtedy zgasł to było jakieś dziwne paliwo ze stacji, po spuszczeniu go z baku i zalaniu innego ruszył od razu. Frędzel też miał je zatankowane, i podczas powrotu ze zlotu też zaczął mu przerywać, więc do garażu dojechał na ssaniu :v

PS2: Po zalaniu tamtej lewej benzyny wymieszanej z odrobiną płynu do chłodnic (baniaczek nie był czysty) do Ekspresu stało się absolutnie nic :v

Popularne posty z tego bloga

Gazotan biedanu

Zemsta za 1938 i instalacja klimatyzacji w Skodzie Felicii

Obudowa termiczna dolotu w BMW E46