Od początku - cz.2

Ten post to kontynuacja poprzedniego o tym samym tytule - link tutaj.



Frędzel zaczął swoje przygody z motoryzacją w wieku około 8 lat. Pierwszym samochodem w którym miał okazję prowadzić siedząc na kolanach ojca był Fiat Siena. Pomagał swojemu ojcu przy nim jak każdy mini-człowiek trzymając latarkę i świecąc mu na ręce podczas napraw, za co oczywiście zgarniał soczysty opierdol. Według naocznych relacji świadków przesłuchanych w ilości jeden, był to jedyny w swoim rodzaju samochód złożony z rdzy z ogniskami nadwozia.

Po szturchnięciu go palcem istniało ryzyko, że trzeba będzie go parkować w garażu przy użyciu szufelki i wiadra :v

Później pomagał ojcu naprawiać Rometa z silnikiem od Jawy. Właśnie tam zaliczył pierwsze spotkanie z jednośladami, które później zapoczątkowało cały ciąg zdarzeń który doprowadził do tego, że aktualnie muszę zbierać polskie pesos na kategorię A :v

Xantia która pojawiła się w rodzinie później była samochodem na którym uczył się podstaw jazdy na drogach niepublicznych takich jak ruszanie, zmiana biegu, a nawet skręcanie.

A potem nastąpiła pora aby pójść na prawo jazdy.

Egzaminy jak to egzaminy na prawko poszły mu dość sprawnie (w przeciwieństwie do mnie :v), i już po kilku podejściach mógł odebrać ten wspaniały plastik, który uprawnia do wbijania się w barierki energochłonne na Słowackiego. Na początku jak większość młodych kierowców jeździł samochodem ojca, który w międzyczasie jakoś tak nagle podmienił się z Xantii na Citroena C5, z tym drobnym szczegółem, że jako jeden z niewielu nie musiał słuchać uwag ojca odnośnie puszczania pedału sprzęgła.

Bo go nie było :v

Ten samochód był też jego pierwszym spotkaniem z poślizgiem podsterownym. Któregoś razu gdy pożyczył samochód od ojca w celu bliżej nieznanym podczas dojeżdżania do skrzyżowania okazało się, że wspomaganie hamulców w tym Citroenie jest pojebane, i nie bierze pod uwagę faktu że samochód znajduje się na lodzie, i bardzo złym pomysłem jest wciśnięcie hamulca do końca. Skończyło się na tym, że wylądował na krawężniku wyginając felgę.

Już wiecie czemu niespecjalnie lubię systemy wspomagające kierowcę poza ABSem i kontrolą trakcji? :v

Mniej więcej 3 miesiące po zdaniu egzaminu pojawiła się okazja aby kupić Skodę Felicię, o której słyszeliście już wcześniej. Najpierw postanowił się nią przejechać, aby przekonać się jak się prowadzi. Oczywiście jak większość młodych kierowców potraktował jazdę próbną jako coś, po czym obowiązkowo samochód musi kupić. Jakimś cudem uznał, że mając 3 miesiące doświadczenia za kierownicą kupienie samochodu bez ABSu, wspomagania i poduszek powietrznych jest dobrym pomysłem.

Jakiś czas temu grając w Forzę u niego mimochodem rzuciłem "tylko uważaj, bo ABS jest wyłączony". Mina jaką zrobił oscylowała pomiędzy rozległym wylewem a chęcią powiedzenia "ty debilu" :v

Pierwszą rzeczą którą postanowił zrobić z tym samochodem była wymiana kompletu hamulców przednich. Podobnie jak ja stwierdził że granie w CMS 2015 jest wystarczającym przygotowaniem do dłubania przy samochodzie. Na początku jednak podchodził do tego w taki sposób, że nie zabierze się za bardziej skomplikowane naprawy i wymiany w samochodzie, z racji tego że nie ma wystarczającej wiedzy w tym temacie. Jakoś w międzyczasie ja zdałem prawo jazdy, i zacząłem brudzić sobie ręce przy Krzaczku [*]. Wtedy właśnie uznał, że nie trzeba być mechanikiem, żeby zabrać się za bardziej skomplikowane rzeczy.

Tak nawet jest nieco śmieszniej, o czym za chwilę :v

Po dłuższej chwili okazało się że męczy ją kilka problemów. Nie mówię tu o wszechobecnej rdzy w większości egzemplarzy tego modelu :v Problemem było kilka przecieków wody podczas deszczu, które powodowały powtórkę z Wrocławia z 1997 roku. Poprzedni własciciel tego samochodu nie był w stanie zlokalizować przyczyny, więc ten problem pozostawił Frędzlowi. W pierwszej kolejności wykluczył podszybie, które było sprawdzone podczas wymiany szyby kilka tygodni po zakupie.

#brakRozpórki

Właściciele Favoritki i Felicii będą wiedzieć :v

Problem wyszedł przy pozostawieniu samochodu na parkingu podczas praktyk. Wody na podłodze było tyle, że z podłogi zaczynała się przelewać do gumowych dywaników z 3 centymetrowym rantem. W związku z tym był zmuszony do zastosowania starego żeglarskiego patentu z wylewaniem wody wiadrem poza pokład. Uznał więc, że nadeszła pora, żeby to ogarnąć.

Podchodził do tego ze 3 razy zanim udało się znaleźć przyczynę, którą było łączenie kabiny z komorą silniką na grodzi, która jest wadą wspólną dla wielu Felicii.

I teraz zobaczcie - ten moment o mało nie spowodowałby pozbycia się tego samochodu i kupienia czegoś bardziej rozsądnego. Jednak jako, że miłośnicy motoryzacji dojrzałej nie kierują się w swoich wyborach rozsądkiem a frajdą jaką dostarczają nam te samochody postanowił walczyć o to, żeby zrobić w tym samochodzie wszystko co mu przeszkadza, zamiast pójść tą łatwiejszą drogą.

Kolejnym kamieniem milowym była słynna wymiana sworzni wahaczy. Historia należy do tych, które które są wspominane przy każdym spotkaniu ze znajomymi, którzy wręcz rzygają tą historią :v W skrócie - podczas zabierania się do wymiany okazało się że Josif w dziale projektowym Skody uznał że przynitowanie sworzni do wahacza jest dobrym pomysłem. Spędziliśmy nad tym pieprzonym sworzniem cały dzień, i stwierdziliśmy, że drugi sworzeń wymienimy innym razem.

Drugi sworzeń był już kiedyś wymieniony, zamiast nitów był na śrubach, awymiana trwała jakieś 30 minut :v

Pojawił się wtedy zamysł, żeby doprowadzić ją w całości do porządku, żeby jeździła jak w dniu kiedy wyjechała z Mlada Bolesław. Pojawiła się lista rzeczy, które należy w niej zrobić, która przy każdym wejściu pod samochód skracała się o kilka punktów. Po ogarnięciu podstawowych rzeczy zaczęły się pojawiać się pomysły odnośnie wyposażenia, tak aby miała chociażby elektryczne szyby, grzane fotele albo komputer pokładowy.

Swoja drogą wiedzieliście że komputer pokładowy TC-6 do Felicii w ASO kosztuje 1300zł?

Frędzel też nie :v

W tym samochodzie pojawiły się między innymi masujące tyłek fotele. Reakcja każdego kto o tym nie wiedział, i został poproszony o to aby usiąść na fotelu kierowcy nadawałaby się do puszczenia w "Śmiechu warte", bo większość osób nie spodziewając się tego od razu podskakiwała tak, że prawie wybijali głową dziurę w dachu.

Aktualnie w planach związanych z "Pasztecikiem" na liście znajdują się elektryczne szyby (zanim ten wpis się pojawił zdążył już je zamontować :v), komputer TC-6 oraz wymiana kierownicy na wersję trójramienną, która należy do kategorii Yeti. Była dostępna w katalogu wyposażenia dodatkowego, i ciągle da się ją dorwać w kilku ASO w kraju w cenie wystarczającej żeby zrobić remont silnika w tym samochodzie.

Z robocizną.

Ktoś podobno kiedyś widział Felicię z tą kierownicą :v

Sytuacja na ten moment wygląda tak, że kupując samochód od rodziny w dość biednej wersji doprowadził do tego, że aktualnie ma dość sympatyczne wozidełko na niespecjalnie długie trasy, z wydechem Ultera, doposażone w stabilizator który był opcją dodatkową w salonie, w którym ma kilka naprawdę fajnych bajerów. Pasztecik jest spersonalizowany pod jego zastosowanie - najdłuższy przejechany w jego rękach dystans to około 150 kilometrów w jedną stronę, więc spełnia swoje zadanie które było przewidziane przez panów z Mlada-Bolesław wręcz idealnie.

Jazda tym samochodem jest przyjemna i niewymagająca, dopóki nie postanowicie przekroczyć 120 kilometrów na godzinę. W mieście zrywa się jak amstaff po przedawkowaniu speeda na widok gołębia, czym potrafi zaskoczyć wielu Januszy w Golfach z 1.9 TDI. Kombinacja wagi delikatnie przekraczającej 1000kg oraz najmocniejszego 1.3 jakie było dostępne w salonie całkiem nieźle robi robotę.

Nawet Ekspresem momentami mam problem go dogonić :v

Teraz pomyślcie sobie - jeśli nie kręcicie się w towarzystwie, które posiada w garażu bujak do resorów i młotek przegubowy, to raczej nie znajdziecie w swoim otoczeniu zbyt wielu osób, które będą siedzieć na allegro/olx i polować na kawałek wygiętego pręta. Większość osób nawet nie będzie wiedzieć jaką rolę pełni ten pręt.

A jednak są osoby, którym fakt tego, że ten pręt spowoduje że przestaną szorować lusterkami o asfalt na zakrętach nie da spać po nocach, dopóki nie znajdą dobrej okazji i go nie zamontują. Nieważne, czy zaczynaliśmy przygodę z motoryzacją w czasach gdy na chleb mówiliśmy "pep", czy zainteresowaliśmy się tym dopiero po zdaniu prawa jazdy. Każdy z nas dostanie hiperwentylacji kiedy zobaczy jakąś fajną część do swojego samochodu, o której istnieniu wcześniej nawet nie wiedział.

Motoryzacja to fajne hobby, jeśli nie ograniczymy się w niej tylko do porównywania tabelek osiągów z katalogu i chwalenia się felgami kosztującymi więcej od samochodu. Do tego hobby można podejść na wiele różnych sposobów. Można pójść w jeden z wielu stylów modyfikacji jak JDM, Euro, brytyjski czy sleepery. Można też zacząć kompletować dodatkowe opcje wyposażenia, o których istnieniu większość osób by nigdy nie pomyślała. Można też budować posrane projekty, po przejściu koło których można wręcz wyczuć w powietrzu niutonometry.

Najważniejsze jest żeby przy swoim samochodzie dobrze się bawić od samego początku.

Popularne posty z tego bloga

Gazotan biedanu

Zemsta za 1938 i instalacja klimatyzacji w Skodzie Felicii

Obudowa termiczna dolotu w BMW E46