AutoNomia!



W ostatnich latach zaobserwować możemy (to brzmi, jakbym był jakimś poważnym blogero-influłenserem :v) coraz większy postęp w rozwoju autonomicznych systemów jazdy. Każdy rok przybliża nas do dnia, kiedy w wyniku zawału za kierownicą nie wylądujemy w rowie, a w wiadomościach pojawi się wzmianka, o tym że kierowca zjechał z drogi z "nieznanych przyczyn". W przyszłości dojedziemy po prostu martwi do celu.

The future is here :v

Jako osoba, która jest zwolennikiem postępu technologicznego uważam, że jest to dość niezwykły wyczyn, że niedługo będziemy w stanie przerzucić tak skomplikowaną czynność jak prowadzenie samochodu (może nam się wydawać to proste, jednak jeśli rozbijecie to na pojedyncze drobne zadania, tak aby komputer był w stanie je ogarnąć jest to zaskakująco trudne). Pytanie nasuwa się jednak takie, czy powinniśmy.

Popatrzcie na to z tej logicznej, pozbawionej emocji strony. Autonomiczne samochody się nie męczą. Nie zagapią się na tą dziewczynę w miniówce idącą chodnikiem. Nie zaskoczy ich hamowanie tego z przodu, ponieważ obserwują czujnikami otoczenie bez przerwy, i każda zmiana odległości od poprzedzającego pojazdu zostanie wychwycona szybciej, niż post stwierdzający, że wzmacniacze tranzystorowe są lepsze od lampowych na forum audiofili.

Można wręcz dojść do wniosku, że główną przyczyną wypadków są kierowcy.

Ludzie robią się coraz bardziej leniwi i skłonni do wyręczania się automatycznymi rozwiązaniami, zamiast robić coś samemu. Niedawny skok w popularności automatycznych skrzyń biegów w naszym kraju jest tego idealnym przykładem. Społeczeństwo z zachwalania skrzyń manualnych, które faktycznie dają większą kontrolę nad samochodem przerzuciło się na ich wyśmiewanie, oraz wyśmiewanie "Januszy" którzy wolą skrzynię Wajchotronic.

Nie żeby mnie to jakoś ruszało, bo stoję w tym temacie bardzo pośrodku.

No ale wracając do tematu - jakiś czas temu jechałem Kią Niro w hybrydzie, z systemem utrzymywania pasa ruchu i tempomatem. W teorii takie rozwiązanie na obwodnicy Trójmiasta jest idealne - ustawiacie tempomat na 90/h, włączacie asystenta pasa ruchu, i możecie zająć się czytaniem książki (nie zalecam tego, stwierdzam że się da, bez rozważania czy to dobry pomysł :v). I tak właśnie było - co jakiś czas wystarczyło trącić kierownicę palcem, żeby samochód przestał przy użyciu głośniczka drzeć się na mnie, że jestem debilem który puszcza kierownicę podczas jazdy.

Autonomiczne samochody, które ten sam stopień wygody zaoferują w mieście obiektywnie rzecz biorąc będą rozwiązaniem idealnym, dzięki któremu nie będzie wypadków, korków ani globalnego ocieplenia.

I w tym rzecz - obiektywnie rzecz biorąc.

Co się stało z ludźmi, których znałem w podstawówce, którzy jarali się jak ży.... jak lasy w Kaliforni osiągami supersamochodów mających ponad 200KM, marzyli o posiadaniu M3 CSL i skakali z radości gdy na mieście zobaczyliśmy E30 które przeleciało bokiem przez skrzyżowanie tworząc chmurę dymu z opon, a potem śmiali się jak zobaczyli że za delikwentem z E30 ruszyła policja zdezelowanym Polonezem? Kilka miesięcy temu moja dziewczyna potrzebowała na studia prawnicze przykładu awarii powstałej z winy warsztatu, która w swoim efekcie doprowadziła do określonych strat tak, żeby sprawa była skazana na wygraną przez klienta. Co było dla mnie straszne, to to, że w jej grupie jest kilku "facetów", i żaden z nich nie był w stanie podać takiego przykładu, bo nie wiedzieli co i jak warsztat może popsuć.

Żaden z nich nie był w pierwszym momencie w stanie wymyślić dobrego przykładu.

Moja propozycja z czyszczeniem przepustnicy, która przez to się zacięła i spowodowała zacięcie w pozycji otwartej i przez to wypadek przegrała z naciągnięciem na niepotrzebną wymianę skrzyni biegów.

Jak doszło do tego, że zainteresowanie ryczącym V8 i piskiem skrzyni kłowej zamieniło się w "lepiej niech komputer prowadzi mój samochód"? Moim podejrzeniem jest to, że większość kierowców uważa jazdę samochodem za obowiązek. Obowiązek stania w korkach, tankowania paliwa i płacenia OC. Mało kto potrafi czerpać z tego przyjemność. Grupa kierowców którzy dostrzegają własne błędy w technice jazdy, i aktywnie z nimi walczą się kurczy.

Wybaczcie, ale dla mnie szeroka, pusta droga, z kilkoma dobrze wyprofilowanymi zakrętami może być tańszym i zdrowszym substytutem mefedronowego haju. Nie wyobrażam sobie zrezygnować z dobrze wykonanych redukcji z przegazówkami z własnej woli. Owszem - aktualnie rozważam pewien samochód, który jest wyposażony w automat jako swój drugi wóz, ale w tym przypadku klasyczny hydrokinetyczny automat ma bardzo dobre uzasadnienie. Jednak na ten moment świetnie się bawię przelatując zakręty na odcięciu i zbijając biegi z międzygazem nawet zajeżdżając na pobliską biedronkę.

Na pewno lepiej niż ktoś kto kupił Teslę, tylko po to żeby sama go woziła :v

Popularne posty z tego bloga

Gazotan biedanu

Zemsta za 1938 i instalacja klimatyzacji w Skodzie Felicii

Obudowa termiczna dolotu w BMW E46